poniedziałek, 17 października 2011

Rudera zaczyna wyglądać "jak człowiek"

poniedziałek, 17 października 2011 · 11 komentarze

Aj tam. Miało nie być o ruderze (tj.innej - nie stodołowej inwestycji):), ale te zdjęcia nigdzie indziej dać mi nie wypada. Bajzel totalny, towarzyszący przeprowadzkom i etapowi połowicznej dopiero wykończeniówki. Właściwe zdjęcia efektu trafią do portfolio, a więc te które są "zwiastunami" wrzucam na Patenciaka.

Wystarczył jeden dzień na odsypianie wykończeniówki, w której pomaga zacięcie mi małżonek od momentu kiedy to ekipa skończyła ostatnie elementy nie do zrobienia dla amatora:) Chwała mu za to. Wszak boi się jak ognia prądu, a tu przykręca mi lampy, walczy z gniazdkami, co dzień odkrywa w sobie nowe talenty, to do przyklejania gresów, przykręcania, wymiarowania i potem skręcania zamówionych elementów szaf, listew, balustrad, podłóg, itd, itp. I nic w tym nie było by dziwnego, wszak to mężczyzna, ale małżonek mój jest... informatykiem, z krwi i kości... cokolwiek miało by to znaczyć:D. Kicior tylko wymyśla co rusz niestworzone rzeczy (o które wykłóca się okrutnie i oczywiście wciela w życie), do tego lata z wałkiem, tudzież przytrzyma śrubkę, żeby nie było, że się tylko mądrzy;).

Troszkę o kolorach na ścianach, żaden nie jest oczywisty (poza prymulą na jednej, jedynej ścianie w kuchni, przyznaję się wykorzystałam resztkę wygrzebaną z piwnicy), cała reszta powstała po mieszaniu kilku pigmentów z białą farbą lateksową. Salon to mieszanina wrzosu, czarnego i żółtego słonecznego w efekcie, rano (bo mieszkanie jest od strony południowej) ściany odbijają delikatnie fiolet i jest takie odczucie świeżości, a znów sztuczne światło nocą powoduje, że kolor wydaje się wręcz beżowy, zgaszony i wyciszający.

Sypialnia to kontynuacja tego koloru + jedna ściana mieszanina: czarny, niebieski, zielony i pomarańcz. Korytarz to biel zgaszona czarnym + niebieskim i malowidełko z ostatniego posta. Korytarz na dole mieszanka czarnego z niebieskim i wrzosem + brąz. Do tego dodałam paseczki na jednej ścianie, robiłam je 3 dni i były wymogiem chwili, z pewnych względów... pewnego dnia popłynęła sobie sadza;/ i albo mogłam drapać do bebechów albo ukryć, wybrałam mniejsze zło.

Brakuje listew mdf, pełnego wyposażenia kuchni, nie wisi jeszcze hamak:) Nie ma części wyposażenia salonu (szafy pod zabudowę i wypoczynku) i sypialni (szafy pod zabudowę), niewykończona pralnia i pomieszczenie gospodarcze, wc na dole i "ganek", przeszkleń, i całej masy drobnych elementów które dopiero stworzą zwartą i spójną całość. To co tapicerowane właśnie się robi po fabrykach, tkaniny się szyją, szafy kroją...

Gwoli wyjaśnień, inwestorkę znam od 27 lat i 5 miesięcy, nie licząc okresu kiedy byłam zamontowana do jej łożyska, dlatego nie mam większego problemu wczuwania się w jej gusta i upodobania. Powiem tylko, że jest to osoba wymagająca i cóż, bezkompromisowa, każde moje odstępstwo od normy było dość ryzykowne, ale opłacalne w ostatecznym rozrachunku. Rudera to spadek po rodzicach wyglądała tak w momencie przejęcia. Właśnie, a potem tak:tu, koszt dotychczasowy inwestycji szacuję na 80 tys., z wszelkimi materiałami, meblami, wyposażeniem, robocizną.

Teraz przerwa do listopada, wtedy przyleci główny stolarzo-elektryk, który obiecał mi podczas ostatniej wizyty w Polsce: stół, i ławkę, i w ogóle kuchnię, wszelkie półki i zagłówek z ledziakami wykonać...jak nie Ty Marcin to kto:D
Do 24.12.2011 musimy się uporać.
Miłej nocy.

















wtorek, 4 października 2011

POZWOLENIE NA BUDOWĘ... już mamy:))))

wtorek, 4 października 2011 · 9 komentarze

Przychodzi mi się spowiadać z własnej głupoty: cierpliwie czekałam na pozwolenie na budowę:) Na początku czerwca składałam projekt wraz z wnioskiem o pozwolenie na budowę, potem miało być jakieś 65 dni, a więc decyzja na sierpień. W lipcu miałam trochę uzupełnić (w terminie do 7 dni), uzupełnione zostało w ekspresowym tempie dzięki studio4A. Sierpień minął, potem wrzesień, pomyślałam, że od tamtego lipcowego pisma procedura poszła od początku, tydzień temu upłyną drugi termin, dziś zadzwoniłam i ku mojemu wielkiemu zdziwieniu usłyszałam w słuchawce...
- a... tak, tak decyzja już jest.
- jak to?
- chwileczkę... tak, 16 sierpnia została wydana.
- czemu do dziś nie dostałam powiadomienia? Jest październik!
- a widzi pani bo musiała by to być specjalna forma wysyłki, bo i te projekty i wszystko...
- proszę mi chociaż powiedzieć czy pozytywnie:)
- ależ oczywiście

Parę godzin później odebrałam POZWOLENIE NA BUDOWĘ:)))))

Eh, Kicior nie chciała zadręczać "lwa" telefonami ;) Dręczyłam za to listonosza.
Zdążyliśmy przełożyć plany wymiany dachu na wiosnę 2012, eh 2 miesiące w plecy, z pokorą przyznaję wstyd mi okropnie:) Bo w tym roku już za późno, a październik, choć piękny, w końcu przestanie udawać pełnię lata i pokaże swoją prawdziwą naturę.

I jeszcze na koniec dzisiejszego dnia: pamięta ktoś ruderę:) Trwa wykończeniówka, Kicior przedstawia autorską klatkę schodową, choć pewna osoba zarzuciła tworowi "schizowatość":D Paciorkównie podobał się i baranek, i rybki na słupie, i ptaszek, inwestorka też pochwaliła, więc improwizacja powiodła się;D








Ps. zna ktoś rzetelnego kierownika budowy:)))????