środa, 28 grudnia 2011

palnik

środa, 28 grudnia 2011 · 5 komentarze

Panie, Panowie, uważajcie gdy gotujecie bigos... ale o tym za chwilę. Tragikomicznych sytuacji uniknąć się nie da,  i na ukojenie nerwów kiedy to zlewozmywak dwukomorowy z syfonem w komplecie  przy rozpakowaniu w wigilię (kiedy za chwilę będzie potrzebny w stanie gotowości bojowej) pasuje do owego jak pasztetowa do mydła, bo ktoś zapakował do jednokomorowego... no więc, na ukojenie nerwów można sprawić sobie taki o to "oryginalny" obraz do powieszenia gdzie bądź, arcydzieło w 3D, za jedyne 114,95 zł.
A z tym bigosem... proszę, cóż to może wyrządzić waszej bogu ducha winnej kuchence. Takich rzeczy to Kicior jeszcze nie widział.
Rada: jak już się kupuje coś na ostatnią chwilę lustrować każdy element zestawu. To właściwie jedyne  niespodziewajki całego remontu. A z syfonem po raz kolejny nieoceniony okazał się wujek z zestawem uszczelek i stertami rur, kolanek, złączek,... . 






wtorek, 27 grudnia 2011

Rudera, odcinek przedostatni.

wtorek, 27 grudnia 2011 · 6 komentarze

Takie święta ja  lublu. Na wariackich papierach, nic związanego z gotowaniem:) Wsparcie remontowe powiększyło się o małżonka mojego, mamę i siostrę, ekipa nie do zdarcia ;). A więc praktycznie wszystko udało się wykonać, choć w wigilię wigilii kładliśmy kafle na ścianie,  instalowaliśmy wszystkie możliwe sprzęty gospodarstwa domowego i gniazdka, a tu nie kłamane podziękowania dla wujka, który wie jak to zrobić żeby prąd nie popieścił. Znalazłam domek dla  Byka, będzie wspierał kuchenkę łyżkami prężnie prezentując rogi koło okapu.  Wszystkie obrazy ulokowane, koza przepalała smród emali zaledwie 1 dzień  dzięki dobrej wentylacji pomieszczeń, na zdjęciu właśnie rozdziewiczona.
 Pokochałam zapach oleju do blatów, olejowałam 2 razy i efekt jest świetny (test rdzy z kombinerek i plam barszczu, śladu nie zostało ni krzty). Jeśli komuś podobają się bukowe blaty  teraz w leroju są przecenione ok 250 zł za 3 metrowy blat, 60 cm na 3 cm z lamelek bukowych, ja dałam więcej i kiedy kupowałam je kilka dobrych miesięcy temu,  powiedziano mi, że to ostatnie sztuki bo już nie będzie ich w asortymencie i że muszą mi sprowadzić ostatnie sztuki, gdzieś z Polski, a tu taka niespodzianka jak pojechałam po brakujące listwy przypodłogowe tydzień temu potknęłam się o stertę właśnie owych blatów.
Szlifierka o mało się nie wykończyła przy krzesłach, robiliśmy na zmianę, trzy baby, ale poszło tylko 10 paczek tarczek. Pomalowane zostały matowym lakierem i powiem szczerze, że mimo iż wyglądają z lekka rustykalnie:D to i tak nie zamieniła bym ich na nic innego w tej właśnie kuchni. Na zdjęciu 3 etapy krzesła, pierwsze najciemniejsze, przed,  najjaśniejsze po szlifowaniu i na koniec kolor pośredni to już efekt zaciętości naszej;).
 Zastosowanie znalazły nawet różne przedziwne lampy, które kupowałam za grosze na targowisku (pierwsze zdjęcie).
To co tu umieściłam to wszystko jeszcze w trakcie rewolucji. Zdjęcia pomieszczeń ukończonych zrobię  dopiero, gdy dom się wyludni.
Tak... , dom... , mama moja ma wreszcie dom, czy to nie najpiękniejszy prezent.
Teraz pora  brać się za  Stodołę co by to moje pociechy doświadczyły  komfortu własnego pokoju, wolnej przestrzeni i autonomii. Zaniedbałam ją ciut ostatnio nie poświęcając jej  wcale uwagi. W tej chwili zabezpieczona zimuje sobie spokojnie i czeka na nową czapkę wiosną:)





I jeszcze przypadkowo powstało nam dzieło sztuki;) akt kobiecy wykonany otwornicą:
Dzieci po swojemu znalazły się w tej nietypowej przedświątecznej atmosferze, Paciorek pomagała dzielnie przed podłączeniem zmywarki (jej pierwsze w życiu starcie z gąbeczką do naczyń), Szyszek projektował pociągi odcinając się od zamieszania na dole.



piątek, 18 listopada 2011

Nagroda

piątek, 18 listopada 2011 · 1 komentarze


Pierwszy raz coś wygrałam w życiu więc postanowiłam to udokumentować:D:
dostałam byczka(w prawdzie to bawół ale też kopytny zwierz więc zwany będzie Byczkiem)
"Słodziak" był do wygrania tu.
Biedak nie mógł się zaklimatyzować, wiercił się kręcił, aż trafił na maciorkę i tam poczeka aż przeprowadzimy się do naszej Stodoły, tam znajdę mu godne miejsce:)))



środa, 2 listopada 2011

Dom na zboczu

środa, 2 listopada 2011 · 2 komentarze

Kicior poza ukochaną stodołą, która już od wiosny zacznie swoją transformację, dysponuje również pewnym kawałkiem ziemi, który znajduje się po drugiej stronie ulicy. Opierając się o działeczkę na zboczu, niejako alternatywą dla stodoły miał być pewien domek. Pasywny z częściowo zielonym dachem (koniecznie, bo wymarzone:) ), ale to nie wszystko, zakładałam, że koszt jego to 300 tys, +100 nieprzewidzianych kosztów (tak optymistycznie;)). Dom o powierzchni ok. 140 m kw trafia do szuflady.

Wymyśliłam go koncepcyjnie (zawierając wszystko co bym chciała), gdyby stodoła miała nie dojść do skutku. W szufladzie będzie mu dobrze, może kiedyś się doczeka realizacji, może kiedy dom pasywny będzie standardem, a ceny okien potrójnych i rekuperatorów odpowiednio wydajnych nie będą powalać z nóg:/, a Polska zacznie dotować takie przedsięwzięcia. Miał być na fundamencie "akumulatorku" i myślałam o ścianach z szalunkiem traconym w styropianowych pustakach, albo z gotowych elementów, dodatkowo ocieplony poliuretanem zamknięto komórkowym, solary na dachu, itd, (nic nie konsultowane i nie weryfikowane z architektem/ami, co zresztą widać:) ).

Stodoła przetrwała w szrankach z urzędami, wygrała też w rozrachunku czasowym, wygrała z domkiem pod względem inwestycyjnym... koszt realizacji i kredytowanie.
Żegnaj domku pasywny, życzę ci lepszych czasów i dla twojej pańci również;).








I jeszcze pierwsza, droższa wersja z garażem, uproszczona później jak wyżej.

poniedziałek, 17 października 2011

Rudera zaczyna wyglądać "jak człowiek"

poniedziałek, 17 października 2011 · 11 komentarze

Aj tam. Miało nie być o ruderze (tj.innej - nie stodołowej inwestycji):), ale te zdjęcia nigdzie indziej dać mi nie wypada. Bajzel totalny, towarzyszący przeprowadzkom i etapowi połowicznej dopiero wykończeniówki. Właściwe zdjęcia efektu trafią do portfolio, a więc te które są "zwiastunami" wrzucam na Patenciaka.

Wystarczył jeden dzień na odsypianie wykończeniówki, w której pomaga zacięcie mi małżonek od momentu kiedy to ekipa skończyła ostatnie elementy nie do zrobienia dla amatora:) Chwała mu za to. Wszak boi się jak ognia prądu, a tu przykręca mi lampy, walczy z gniazdkami, co dzień odkrywa w sobie nowe talenty, to do przyklejania gresów, przykręcania, wymiarowania i potem skręcania zamówionych elementów szaf, listew, balustrad, podłóg, itd, itp. I nic w tym nie było by dziwnego, wszak to mężczyzna, ale małżonek mój jest... informatykiem, z krwi i kości... cokolwiek miało by to znaczyć:D. Kicior tylko wymyśla co rusz niestworzone rzeczy (o które wykłóca się okrutnie i oczywiście wciela w życie), do tego lata z wałkiem, tudzież przytrzyma śrubkę, żeby nie było, że się tylko mądrzy;).

Troszkę o kolorach na ścianach, żaden nie jest oczywisty (poza prymulą na jednej, jedynej ścianie w kuchni, przyznaję się wykorzystałam resztkę wygrzebaną z piwnicy), cała reszta powstała po mieszaniu kilku pigmentów z białą farbą lateksową. Salon to mieszanina wrzosu, czarnego i żółtego słonecznego w efekcie, rano (bo mieszkanie jest od strony południowej) ściany odbijają delikatnie fiolet i jest takie odczucie świeżości, a znów sztuczne światło nocą powoduje, że kolor wydaje się wręcz beżowy, zgaszony i wyciszający.

Sypialnia to kontynuacja tego koloru + jedna ściana mieszanina: czarny, niebieski, zielony i pomarańcz. Korytarz to biel zgaszona czarnym + niebieskim i malowidełko z ostatniego posta. Korytarz na dole mieszanka czarnego z niebieskim i wrzosem + brąz. Do tego dodałam paseczki na jednej ścianie, robiłam je 3 dni i były wymogiem chwili, z pewnych względów... pewnego dnia popłynęła sobie sadza;/ i albo mogłam drapać do bebechów albo ukryć, wybrałam mniejsze zło.

Brakuje listew mdf, pełnego wyposażenia kuchni, nie wisi jeszcze hamak:) Nie ma części wyposażenia salonu (szafy pod zabudowę i wypoczynku) i sypialni (szafy pod zabudowę), niewykończona pralnia i pomieszczenie gospodarcze, wc na dole i "ganek", przeszkleń, i całej masy drobnych elementów które dopiero stworzą zwartą i spójną całość. To co tapicerowane właśnie się robi po fabrykach, tkaniny się szyją, szafy kroją...

Gwoli wyjaśnień, inwestorkę znam od 27 lat i 5 miesięcy, nie licząc okresu kiedy byłam zamontowana do jej łożyska, dlatego nie mam większego problemu wczuwania się w jej gusta i upodobania. Powiem tylko, że jest to osoba wymagająca i cóż, bezkompromisowa, każde moje odstępstwo od normy było dość ryzykowne, ale opłacalne w ostatecznym rozrachunku. Rudera to spadek po rodzicach wyglądała tak w momencie przejęcia. Właśnie, a potem tak:tu, koszt dotychczasowy inwestycji szacuję na 80 tys., z wszelkimi materiałami, meblami, wyposażeniem, robocizną.

Teraz przerwa do listopada, wtedy przyleci główny stolarzo-elektryk, który obiecał mi podczas ostatniej wizyty w Polsce: stół, i ławkę, i w ogóle kuchnię, wszelkie półki i zagłówek z ledziakami wykonać...jak nie Ty Marcin to kto:D
Do 24.12.2011 musimy się uporać.
Miłej nocy.

















wtorek, 4 października 2011

POZWOLENIE NA BUDOWĘ... już mamy:))))

wtorek, 4 października 2011 · 9 komentarze

Przychodzi mi się spowiadać z własnej głupoty: cierpliwie czekałam na pozwolenie na budowę:) Na początku czerwca składałam projekt wraz z wnioskiem o pozwolenie na budowę, potem miało być jakieś 65 dni, a więc decyzja na sierpień. W lipcu miałam trochę uzupełnić (w terminie do 7 dni), uzupełnione zostało w ekspresowym tempie dzięki studio4A. Sierpień minął, potem wrzesień, pomyślałam, że od tamtego lipcowego pisma procedura poszła od początku, tydzień temu upłyną drugi termin, dziś zadzwoniłam i ku mojemu wielkiemu zdziwieniu usłyszałam w słuchawce...
- a... tak, tak decyzja już jest.
- jak to?
- chwileczkę... tak, 16 sierpnia została wydana.
- czemu do dziś nie dostałam powiadomienia? Jest październik!
- a widzi pani bo musiała by to być specjalna forma wysyłki, bo i te projekty i wszystko...
- proszę mi chociaż powiedzieć czy pozytywnie:)
- ależ oczywiście

Parę godzin później odebrałam POZWOLENIE NA BUDOWĘ:)))))

Eh, Kicior nie chciała zadręczać "lwa" telefonami ;) Dręczyłam za to listonosza.
Zdążyliśmy przełożyć plany wymiany dachu na wiosnę 2012, eh 2 miesiące w plecy, z pokorą przyznaję wstyd mi okropnie:) Bo w tym roku już za późno, a październik, choć piękny, w końcu przestanie udawać pełnię lata i pokaże swoją prawdziwą naturę.

I jeszcze na koniec dzisiejszego dnia: pamięta ktoś ruderę:) Trwa wykończeniówka, Kicior przedstawia autorską klatkę schodową, choć pewna osoba zarzuciła tworowi "schizowatość":D Paciorkównie podobał się i baranek, i rybki na słupie, i ptaszek, inwestorka też pochwaliła, więc improwizacja powiodła się;D








Ps. zna ktoś rzetelnego kierownika budowy:)))????