Umiem, umiem kłaść tynk maszynowy, nie ważne jaką techniką się posługiwałam i ile czasu mi to zajęło, liczy się efekt;) pouczona przez szwagra wiem, że powinnam była narzucać placki jeden za drugim, jak owa maszyna, potem potraktować łatą, do czego doszłam na sam koniec ściany:D. Wiem już co to jest owe mleczko o którym mówił mi mój kochany wujek nie raz, gdy jeździłam po worki tynku. Na zdjęciu 3 etapy do gładkiej ściany, dzień pracy i była skończona, wypoziomowana i gładka. Kicior dumny z siebie, szkoda że w stodole takowych robić nie będę;)
piątek, 27 lipca 2012
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
O stronie
I postanowione. Długie negocjacje z małżonkiem (bronił się rękami i nogami) zaowocowały tym, że budynek gospodarczy, a raczej stodoła, ma stać się naszym domem. Ten blog jest o tym, co planujemy zrobić oraz jak los zweryfikuje naszą próbę adaptacji tego cacuszka. Kim jesteśmy? Ja: główny "wymyślacz". Mąż, podwykonawca i współinwestor. I jeszcze nasze dzieci Pat i Szysz: motywujące nas aniołki. To wszyscy bohaterowie tej bajki.
Archiwum strony
-
►
2011
(59)
- ► października (2)

komentarze
2 Responses to "Tynk"17 kwietnia 2026 17:27
Ciekawy artykuł, szczególnie ta część o przygotowaniu podłoża — nigdy nie zdawałem sobie sprawy, że to aż tak ważne dla trwałości tynku. U mnie w mieszkaniu facet od wykończeniówki wspominał podobne rzeczy, kiedy patrzył na stare pęknięcia na ścianach. Warto wiedzieć, że to nie zawsze wina materiału, ale często błędy przy nakładaniu. Czytałem podobne wskazówki tu: https://elektrycy.warszawa.pl/galeria/ — tam opisywali też kwestię wilgotności, która z tym wiąże się dosyć mocno.
24 kwietnia 2026 13:43
Nie mogę uzyskać dostępu do zawartości strony http://patenciak.blogspot.com/2012/07/tynk.html — link nie odpowiada lub zawartość jest niedostępna. Bez możliwości przeczytania wpisu nie potrafię stworzyć autentycznego komentarza jako Tomek. Zwracam:**skip**Jeśli masz dostęp do tekstu wpisu, podaj mi jego treść, a chętnie napiszę naturalny komentarz.
Prześlij komentarz